Po mojemu, czyli…. „Biorę się za siebie ! Forma życia- podejście nr. 2021”

Cześć !

Czas noworocznych postanowień to dla większości gorący okres, gdzie staramy się misternie zaplanować swoje działania w nadchodzącym roku. Niestety często kończy się to jedynie na wypowiedzeniu głośnych słów, ewentualnie spisaniu na kartce i pozostawieniu swojego celu na pastwę losu.

Z drugiej strony w świecie szeroko pojętego fitnessu potrafi to również wyglądać całkowicie inaczej – gdzie popędzani wyrzutami sumienia z okresu świątecznego, podejmujemy współpracę z trenerem personalnym i chcemy na JUŻ/ na TERAZ zrobić formę życia… mimo tego, że ostatni nasz trening to ….testowanie czasu jak szybko potrafimy przemieszczać  się pomiędzy lodówką i kanapą a interwały, które robiliśmy to jedzenie ciasta w jak najkrótszych przedziałach czasowych.

Dlatego w dzisiejszym  wpisie chciałbym poruszyć pewien „problem” z którym najczęściej spotykam się o tej porze roku podczas podejmowania współpracy z nowymi podopiecznymi. Oczywiście nie byłbym sobą gdybym nie przygotował dla Was również proponowanego rozwiązania, ale zacznijmy od początku…

REDUKCJA

Nie ukrywajmy  – 99% „noworocznych” przypadków to teoretycznie prosty i konkretny cel… „Łukasz trochę mi się przytyło, chcę zredukować”/  „Łukasz nie wiem jak to się stało – mam plus 5 kg, musze się za siebie wziąć” (pewnego rodzaju magia, która z opisu danej osoby tworzy się z dnia na dzień 😉 ). Osoby ambitniejsze, które chcą poprawić swój poziom sportowy przeważnie nie potrzebują przekraczać magicznej daty 1 stycznia aby zrobić krok do przodu związany z tym co naprawdę lubią.

O samej redukcji mówi się sporo…. naprawdę sporo. W internecie znajdziecie wszelkie, ale to wszelkie potrzebne informacje by zgubić przykładowe 5 kg. Ja również przygotowałem dla was zbiór krótkich porad, które możecie znaleść tutaj.

W teorii nie powinno to wydawać się niezmiernie ciężkie do osiągnięcia, jednak praktyka często weryfikuje nas i nasze postanowienia. Dlaczego zatem cel ten staje się  tak ciężki do osiągnięcia i większość osób wykłada się na nim mniej więcej po miesiącu?

Nierealne założenia:

Po pierwsze zacznijmy od oczekiwań i nastawienia z jakim najczęściej się spotykam – często jest tak, że osoba która ostatnie 5 lat siedziała na kanapie i nie miała nic wspólnego ze sportem nastawia się na zrobienie niewiadomo jak imponującej (sugerując się instagramem i przemianami w internecie ludzi, którzy nie rzadko stosują środki dopingujące) przemiany w krótkim powiedzmy 12 tygodniowym czasie. W momencie gdy mowię aby dać sobie conajmniej rok wytrwałej i konsekwentnej pracy (konsekwencja pracy to również umiejętność, jeżeli jej nie macie należy poświęcić odpowiednią ilość czasu aby ją wyrobić) dopiero pózniej oczekiwać przemian…

Starając się wtedy delikwenta sprowadzić na ziemię sugeruję aby zamiast zastanawiać się na tym jak „wiele” jest w stanie zrobić w ciągu dwóch miesięcy przenieść uwagę na to jak dużo jesteśmy w stanie wykonać w ciągu roku nieustannej systematycznej pracy i skupić się na procesie a dopiero pózniej na wyniku.

Moja recepta ? Daj sobie czas – pomnóż to co chcesz wykonać w określonym czasie x 2 i po tym czasie zweryfikuj czy idziesz w dobrym kierunku.

Poleganie na motywacji nie na dyscyplinie:

Z perspektywy czasu mogę śmiało napisać, że punkt ten jest kluczowy. Nowy rok ma to do siebie, że wytwarza w nas dodatkowe pokłady motywacji (czy są one napędzane wyrzutami sumienia, czy też nie to w tej chwili jest mało istotne). Minus jest taki, że pokłady motywacyjnego rauszu szybko się wyczerpują a jednostka nie posiadająca w sobie dyscypliny, która dodatkowo wzięła na siebie zbyt wiele na start nie wywiązuje się z obietnicy danej sobie, przez co porzuca dany projekt w kąt (w myśl – nie nadaje się/ to nie dla mnie). Wykorzystajcie zwiększone pokłady motywacji do tego by ruszyć z miejsca, ale podczas całego procesu postarajcie się korzystać z niej jak najmniej (nie polegając na stanach emocjonalnych) a skupić się na budowaniu i korzystaniu z dyscypliny.

Moja recepta ? Zacznij spokojniej… wyobrażoną liczbę 5 cudownych treningów w tygodniu + biegania codziennie o 6:00 podziel przez conajmniej dwa. Zacznij od 3 regularnych treningów przez najbliższe 4 miesiące i dołóż bieganie raz w tygodniu w dzień wolny od treningu .Kluczem jest tutaj dobranie takiej ilości aktywności z której jesteś się w stanie wywiązać sam/a przed sobą i utrzymać dane założenie przez odpowiednio długi czas.

Pamiętajcie ! Nikt nie daje Wam medalu za „chwalebne zajeżdżanie się” przez dwa tygodnie i pokazywanie „jak bardzo Wam zależy”. Medal i nagroda jest wtedy, gdy wytrwacie i wykonacie do końca całą pracę potrzebną do osiągnięcia wymarzonej sylwetki. To nie jest sprint 🙂  

Nie zawsze się chce… i wcale nie musi: 

Założenie, że na wszystkie treningi będziemy przychodzić z uśmiechem na twarzy jest conajmniej śmieszne. Tak samo jak założenie, że redukcja wcale nie musi być ciężka i da się zrobić wszystko łatwo, przyjemnie, nie pocąc się nadmiernie i nie wysilając.

Wiem, że teraz panuje moda na tzw. „less is more”, mądre trenowanie i żywienie co by nadmiernie się nie wysilać i w podskokach wiecznie uśmiechnięci niczym osoby na kuracji prozakiem . osiągnąć swój cel.

Bez przesady! Trening i dieta zawsze będą w pewnym stopniu wymagające, jeżeli chcecie osiągnąć pożądany efekt.. a trener mówi Wam, że zawsze będzie łatwo i przyjemnie to albo Was kłamie… albo zastanówcie się jeszcze raz nad tą współpracą 😉

Moja recepta? Nie skupiajmy się tak bardzo na tym czy nam się chce czy też nie, bardziej na tym czy wypełniliśmy wszystkie rozpisane założenia. Czasami po prostu trzeba przybić pieczątkę na zakładzie :)

I na koniec…. nie każdy się nadaje !

Wiem, że teraz to co napiszę zabrzmi niepoprawnie w czasach obecnie wszech panującej tolerancji dla każdego, ale…. jest możliwe że zwyczajnie się do tego nie nadajesz.

W akapicie wyżej napisałem, że nie na każdy trening musimy przychodzić szczęśliwi, nie każdy trening musi być udany i nie każdy dzień na diecie jest idealny grunt by szybko przejść dalej i wrócić do gry. Oczywiście to założenie jest w 100% szczere i prawdziwe, ale…. jeżeli przychodzicie na 3/4 treningów z poczucia obowiązku i bez uśmiechu na twarzy, nie potraficie wytrzymać 5 dni na nowych założeniach żywieniowych a w Waszym myśleniu jest więcej wymówek niż powodów by coś zrobić … to może warto się zastanowić czy rzeczywiście obrana droga jest dla mnie?

Droga do osiągnięcia wymarzonej sylwetki musi być okupiona swego rodzaju „wewnętrznym cierpieniem' chociażby wynikającym z tego, że nie możemy zawsze zjeść to na co mamy ochotę albo trenować tak jak nam się podoba i odpuszczać sobie kiedy robi się ciężko.

Dlatego warto być uważnym i zaobserwować czy przychodzę na treningi tylko dlatego bo chce coś z tego mieć, ale nie chcę nic w zamian od siebie dać – jeżeli tak to szukajcie innej drogi.

Moja recepta? Znajdz aktywność i sposób odżywiania który Ci pasuje i zbliża do Twojego celu. Możliwe, że Twoja droga będzie dłuższa niż innych osób, ale będzie zgodna z Tobą. Pamiętaj jednak, że każdy schemat początkowo wydaje się ciekawszy/ lepszy – tak działa nasz mózg, wszystko co nowe jest atrakcyjne i spowszednieje on po jakimś czasie.

Zaakceptuj fakt, że dany styl życia może dać Ci plusy (w postaci lepszej sylwetki i samopoczucia) jak i minusy (codzienna rutyna, odmawianie sobie, „wyrzeczenia”). Nie będzie on albo czarny albo biały w zamian posiada wiele odcieni szarości.

Podsumowanie: 

Celem tego wpisu nie jest zniechęcenie Was do osiągnięcia swojej życiowej formy… jego celem jest  pokazanie realnego obrazu tego co jest wymagane aby ją zrobić i przekazanie Wam paru wskazówek z którymi możecie wystartować w tym roku i nie popełnić corocznych noworocznych błędów.

Skoro próbowaliście wprowadzać zmiany bezskutecznie w styczniu każdego poprzedzającego roku… to może warto zmienić podejście, nie liczyć na cud pod tytułem – „tym razem się uda”. Jeżeli coś nie zadziałało raz, drugi, trzeci – może warto puścić to wolno i spróbować inaczej otwierając głowę na nowe doświadczenia oraz wnioski z nauki całkowicie nowego procesu jak i samego siebie ?

I tym realistycznym akcentem chciałbym zakończyć pierwszy wpis w nadchodzącym roku.

Aby nie być gołosłownym sam postaram się zastosować do powyższych porad w aspekcie pisania blogów – cotygodniowe posty byłyby niemożliwe do utrzymania przeze mnie na dłuższą skalę, nie chcę tutaj pisać „byle jakich wypocin”.

Stąd lekka zmiana – post będzie pojawiał się co dwa tygodnie, do których serdecznie Was zapraszam.

Wszystkiego dobrego w nowym roku, dużo zdrowia – a resztę wywalczycie sami 🙂